Wolni i Solidarni

Gorący lipiec z Anną Solidarność w tle

Ważne wystąpienie Prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego przedstawiającego rozwiązania dla rolnictwa nie wzbudziło zainteresowania #totalnaopozycja. Woleli urządzać hucpy przed sejmem. W środku pracowaliśmy normalnie. Komisje, m.in. zdrowia, przygotowywanie stanowisk. Przedstawiałam ich dzisiaj kilka. Między innymi do sprawozdania Komisji o rządowym projekcie ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii oraz ustawy o Państwowej Inspekcji Sanitarnej.

– Procedowaliśmy również dzisiaj zmiany w Ustawie o kombatantach oraz niektórych osobach będących ofiarami represji wojennych i okresu powojennego a także Uchwałę Sejmu w sprawie ustanowienia roku 2019 Rokiem Ani Walentynowicz. Poniżej treść:

Panie Marszałku, Wysoka Izbo,
W imieniu koła poselskiego Wolni i Solidarni przedstawiam stanowisko do poselskiego projektu uchwały w sprawie ustanowienia roku 2019 rokiem Anny Walentynowicz.
To od Anny Walentynowicz zaczął się Sierpień 1980, to od niej zaczęła się Solidarność. To od niej zaczął się więc proces zrzucania komunistycznych okowów z Polski i z przeciętej żelazną kurtyną Europy. To ona w sposób zarówno symboliczny, jak i rzeczywisty, zapoczątkowała dzieło kruszenia sowieckiego imperium, które zadziwiło cały świat. Zdumiało zarówno formą, jak i skalą. Nie dokonywało się to furią tłumów i przy kanonadzie wystrzałów, ale potęgą ducha, cywilną odwagą często prostych, ale wielkich ludzi. Najbardziej znamienną postacią tego, w dziejach świata bezprecedensowego ruchu, była Anna Walentynowicz – postać wówczas pokazywana w mediach wszystkich kontynentów: spokojna, milcząca robotnica, często trzymająca w rękach krzyż lub różaniec. Bo takie były polskie „klucze do wolności”.
O Annie Walentynowicz często i jakże trafnie mówi się: Matka Solidarności. Albo też – Anna Solidarność. W istocie – tak właśnie mogłoby brzmieć jej nazwisko. Walentynowicz – znaczyło dokładnie tyle, co Solidarność. Nigdy nie „pchała się na świecznik”. Nie aspirowała do roli przywódcy. Ona – duchowym i rzeczywistym przywódcą po prostu była. Chociaż przede wszystkim była człowiekiem dobra, człowiekiem serca, człowiekiem mrówczej pracy, poświęconej dobru każdego potrzebującego pomocy i zarazem – poświęconej Ojczyźnie. Była jedną z najważniejszych postaci Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża. Niezliczoną ilość razy represjonowana, więziona, szykanowana. W najtrudniejszych czasach, w miesiącach dna beznadziei, ona zawsze wszystkich podnosiła na duchu, nigdy nie traciła wiary. Strach pomyśleć, jak potoczyła się nasza historia, gdyby nie jej w niej rola. Była wielką inspiracją dla wszystkich, którzy ją spotkali. Była źródłem siły, mimo że sama w ostatnich latach życia była osobą schorowaną i cierpiącą. Nic dla niej nie znaczył bezmiar miotanych w jej kierunku obelg i kłamstw, włącznie z daleko idącymi dążeniami do wykreślenia jej roli, wymazania historycznych zasług, zastąpienia jej jakąś inną, fałszywą legendą. Ona nawet nie reagowała na wszystkie te nikczemne kroki, mające na celu ograbienie jej z jej życiowego dorobku. Bo nie dla sławy, nie dla chwały, nie dla jakichkolwiek, najmniejszych nawet własnych korzyści narażała się na śmierć i o śmierć się ocierała.
Stanowczo zbyt mała jest w Polsce świadomość tego, że Anna Walentynowicz to nie tylko największa z bohaterek Sierpnia 1980. Anna Solidarność to także jedna z największych postaci Solidarności podziemnej. Stała się nią natychmiast, gdy w stanie wojennym dane jej było opuścić więzienie. Wtedy znów, jak w Sierpniu, nie była osobą pchającą się do roli powszechnie znanego przywódcy. Za to badacze historii, dążący do odtworzenia dziejów związkowych i niepodległościowych organizacji, walczących w Polsce lat osiemdziesiątych, co chwilę natykają się na ślady bezliku ówczesnych aktywności Anny Walentynowicz. To ona była inspiracją mnóstwa podziemnych inicjatyw. To ona doprowadziła do spotkania się tych ludzi, których połączone siły zwielokrotniały potem potencjał solidarnościowego podziemia. Zawsze myśląca o bezpieczeństwie i dobru wszystkich, oprócz siebie. Nigdy nie zważająca na pamięć o swojej roli. I zawsze całym życiem oddana Polsce i Polakom.
To o Annie Walentynowicz wiedzą prawie wszyscy. Niewiele osób jednak wie, że Ania współpracowała też z „Solidarnością Walczącą”, co nie tylko nie było wówczas popularne ale często było również źle widziane, także w środowiskach opozycyjnych. Miałam ten zaszczyt pracować z Anną w konspiracji, pod koniec lat osiemdziesiątych. Dostarczała bezpieczne lokale, rekomendowała ludzi, załatwiała wsparcie. Pamiętam, że organizowałam jedno ze spotkań Ani Walentynowicz z poszukiwanymi wówczas przez Służbę Bezpieczeństwa działaczami Solidarności Walczącej – Jadwigą Chmielowską i moim obecnym mężem Romanem. Również ostatnie w warunkach konspiracyjnych spotkanie z Kornelem Morawieckim bezpośrednio przed podjęciem przez niego jawnej działalności po nielegalnym powrocie do Polski.
Ania jest jedną z niewielu osób odznaczonych za te działania, za walkę o „Wolność i Solidarność między ludźmi i narodami” – honorowym „Krzyżem Solidarności Walczącej”.
O Annie Walentynowicz można rozmawiać bardzo długo ale bez cienia wątpliwości powiedzieć można, że to jedna z co najwyżej kilku najbardziej zasłużonych, najbardziej szlachetnych postaci historii Polski drugiej połowy XX wieku. Nie była politykiem. Nie była tytularnym działaczem. A jednak – odegrała rolę kolosalną i rolę wyłącznie jak najlepszą. Jej życie to dowód na to, że można być człowiekiem największego formatu i największych zasług, nie piastując żadnej zinstytucjonalizowanej, formalnej wysokiej funkcji. Byłoby grzechem niewybaczalnym – w sposób należyty nie kultywować pamięci o Annie Walentynowicz. Byłby to grzech nie tyle wobec samej Anny Walentynowicz. Byłby to grzech w stosunku do Polski i byłaby to krzywda, choć może dla wielu nieświadoma, ale zadana samym Polakom. Bo nie dość troskliwie pamiętając o tak wielkiej postaci naszej Ojczyzny, każdy Polak takim zaniedbaniem zubażałby sam siebie.
Jestem przekonana, że ten ważny gest polskiego Sejmu stanowić będzie właściwe uhonorowanie Anny Walentynowicz w roku jej 90 urodzin.
Koło Wolni i Solidarni popiera omawiany projekt uchwały.

– podkreśla poseł Małgorzata Zwiercan.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Name *